213

Miesiąc czerwiec.
Dzień pierwszy miesiąca czerwca.
Jest szaro i ponuro, listopadowo a przecież to czerwiec…co z tego, że pierwszy.
Wolałabym żeby był trzydziesty. Obojętnie który ale  ten trzydziesty przynajmniej  za kilka miesięcy. Może wtedy już Nam się uda. Może wtedy już będzie dobrze. Może wtedy już będę w pełni szczęśliwa. Może wszystko co złe skończy się wówczas. 
Ostatnio uważnie obserwuję pary wokół mnie. Wszyscy cholernie szczęśliwi. Z problemami. Ale wspólnymi problemami rozwiązywanymi razem tu i teraz, nawet jeśli nie zawsze wychodzi im to tak jakby chcieli. Wspólne życie, wspólne zakupy, wspólne łóżko, wspólne zdjęcia, miliony wspólnych wspomnień. Mówienie o sobie w liczbie mnogiej. To wszystko czego my nie mamy. Prócz kilkuset wspólnych wspomnień.
Znów czuję jak łzy napływają mi do oczu. Tak jak wczoraj  płaczę z bezsilności, złości, tęsknoty. 
 Nie wątpię. Ale coraz trudniej mi to unieść. 
Coraz trudniej tak żyć.
Coraz trudniej cieszyć się szczęściem innych gdy właśnego brak.
A wszystko to pierwszego czerwca, drugiego, trzeciego, czwartego…i…i…i…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>