206

I przyszedł kryzys.

Gwałtownie łapię powietrze w płuca, czuję, że się duszę.

Skroń pulsuje.

Jeszcze moment i wiem, że zacznę krzyczeć, że zwariuję, że bliska jestem szaleństwa.

Zatkałam przed chwilą uszy i rozpaczliwie powtarzałam sobie w myślach : nie płacz kurwa, otrząśnij się. Nie płacz bo rano idziesz do tej cholernej pracy i będziesz cała opuchnięta.

W innym przypadku wyłabym głośno jak zraniony pies. Bo gula w gardle coraz wieksza jest z każdą chwilą. 

Boję się, że wybuchnie.

A ja razem z nią.

Zaczynam nienawidzić tej pieprzonej samotni w jakiej się znalazłam,a co gorsza – którą sama sobie zafundowałam.

Pogubiłam się.

Zaplątałam, zapętliłam i na powrót znalazłam się w czarnej dupie.

Niech ten dzień się już skończy, proszę :(

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>