141

Przeraża mnie siła i bezwarunkowość rodzicielskiej miłości.
Jest też wielka, piękna, bezinteresowna – to jest cudowne. Nie o tym jednak chciałam pisać.
Bo jest w niej też coś sięgającego do mojego gardła i przyduszającego. To walka między autentyczną miłością i powinnością z jednej strony, a potrzebą wolności – z drugiej.
Kiedy zamykam oczy, jest najpierw moje „ja”. To, co dalej, jest kwestią wyboru. Mojego. Czasem iluzorycznego, ale jednak…
Czasem mam wrażenie, że walczę ze swoim hologramem. Projekcją mnie wyśnionej przez tych z których krwi i kości się zrodziłam. Niszcząc lub zmieniając hologram, ranię Ich. Raniąc Ich, ranię siebie. Nie mogę jednak żyć inaczej niż według swojej wizji siebie. Wykuwam drogę w skale. Drogę trudną tak dla mnie, jak i dla Nich.

To ja :
P O T W Ó R
E G O I S T K A

Chciałabym jednak czasem by było choć chwilę tak jak dawniej.
Bo tęsknię i potrzebuję Ich. I nie umiem Im tego powiedzieć ani okazać.
Przepraszam już nie wystarczy.

2 komentarze do “141

Odpowiedz na „egoAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>