117

Obudziła się rano zdezorientowana.
Kolejny raz zadała sobie znane już wcześniej pytanie:
-Gdzie ja do cholery jestem?
Chciała się podnieść,lecz nie mogła.
Czyjaś ręka obejmowała ją mocno w pasie.
Obróciła głowę i cóż ujrzała?
Ze zrezygnowaniem ciężko westchnęła i odgarnęła powoli rękę obcej kobiety…
Udało się.Nie obudziła się.
Wstała,szybko sie ubrała i wyszła z obcego domu, za soba zamykajac obce drzwi i zostawiajac w oddali obce łóżko.
Gdy wyłoniła się zza drzwi wyjściowych, oślepiło ją światło nowego dnia.
Kolejnego dnia wypełnionego przeraźliwą pustką i tęsknotą za czyms nieuchwytnym.Za prawdziwa, odwzajemnioną miłością(Taaak, teraz już nie boi się nazywać rzeczy po imieniu…).
Tesknota za Nią. To dzieki Niej odkryła olbrzymie pokłady drzemiących w niej do tej pory uczuć.
Nie chciała dawać ich byle komu, pierwszej lepszej osobie.
Na pewno nie takiej, której wystarczy kilka uśmiechów i kilka piw, by poczuć ” to coś”.

Zaśmiała się cicho do siebie, myśląc : „Moj Boże…Jakie to wszystko jest żałosne,banalne…Cóż ja najlepszego wyprawiam?”

W obcych twarzach usiłowała dojrzeć tę jedną, jedyną, najukochańszą.
Nieustannie wmawiała sobie,że moze „następnym razem” będzie inaczej. Nie było, a wspomnienie najpiękniejszego uśmiechu nie chciało zatrzeć się w pamięci.
Idąc ulicą wszędzie Jej wypatrywała,chociaż w zasadzie co Ona miałaby tu robic?

Przyzwyczaiła się już do myśli, że w życiu kochanych przez nią kobiet nie odgrywa żadnej znaczącej roli, co samo w sobie było cholerną przewrotnością losu.

Przystanęła na chwilę i oparła się o ścianę kamienicy.

- Za cztery dni wtorek – rzekła do siebie na głos, a jakiś zdziwiony przechodzień zerknął na nią z ukosa.

Wtorek…Tak długo czekała na kolejny wtorek.Tak samo jak i na poprzednie „wtorki”. Wyczekiwała ich z nieopisana radością,a gdy w końcu nadchodziły opuszczała ze smutkiem głowę, zanurzając sie w swoje ponure myśli.
Wytrwale podsycała w sercu płomień wiary w to,że może „następnym razem„…
Nagle poczuła ukłucie strachu.
„A jeśli już nigdy nie będzie następnego razu?”

Udawała przed całym światem, a przed Nią w szczególności, że wcale jej aż tak bardzo nie zależy.
Było niestety zupełnie na odwrót, choć prędzej dałaby sobie rękę uciąć, niżby się komukolwiek do tego przyznała.

Nie.Nie zapomni tym razem o godności.
Kiedyś, dawno temu, w przeszłości zdarzyło się jej zapomnieć.
Zapłaciła za to ogromną cenę.
Dlatego nie poprosi o spotkanie, nawet o te kilka minut.
„Poczekam do wtorku…”

To myśląc przyoblekła twarz w sztuczny uśmiech, specjalnie dla widzów tego codziennego spektaklu jakim jest jej życie, odnalazła w torbie klucze, otworzyła drzwi i zaczęła wspinać się szybko po schodach kamienicy.
Chciała natychmiast znaleźć się już w swoim mieszkaniu.
Tam przecież czeka na nią przyjaciel.
-Juz dobrze Teo…

5 komentarzy do “117

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>